26 lutego 2014

zatrzymaj Hulka, a zatrzymasz cały Zenit

Borussia Dortmund stoi już jedną nogą w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów po wygranej 4:2 na terytorium Zenitu. Pierwszy raz w historii te dwie drużyny trafiły na siebie, więc bazowanie na poprzednich meczach nie mogło być kluczem do sukcesu, gdyż takich nie było. Jürgen Klopp odkrył jednak prawdziwe ogniwo rosyjskiej drużyny i je skutecznie wyeliminował.

Zenit St. Petersburg zagrał swoje ostatnie "konkursowe" spotkanie w czasie fazy grupowej w grudniu 2013 roku. Od tamtego momentu panuje w rosyjskiej lidze przerwa zimowa, która mocno dokucza drużynie Luciano Spallettiego. Mało praktyki, dużo przygotowań, ale jeden poważny minus, dostrzegany przez wicemistrzów Niemiec.

Kluczem do sukcesu w tym meczu był wysoki pressing na brazylijskim napastniku Hulk. Przez większość sezonu dodawał grze szybkości i swoją techniką potrafił prowadzić drużynę do przodu. Zauważył to trener Borussii i zamiast wystawić na lewym skrzydle standardowo Reusa, postawił w tym miejscu na Kevina Großkreutza, będący dodatkowym defensywnym wsparciem na lewej stronie. W ten sposób Sahin, Schmelzer i syn pierworodny Dortmundu mogli w trójkę wywierać na kluczowym zawodniku presję, nie dając mu zbyt wiele miejsca do wykonania strzału, bądź zaskakującego podania, którymi się Hulk lubi popisywać.
Przypominało mi to mocno taktykę ze spotkania Aston Villa vs Tottenham Hotspurs. Obojętnie gdzie Andros Townsend na boisku przebywał, który w tamtym okresie dysponował wysoką formą, to trójka zawodników stała dość blisko niego, by w momencie otrzymania piłki był w sytuacji szach mat.

Co do Hulka, to on sam próbuje wcielić się za bardzo w rolę mesjasza, który uratuje w pojedynkę swój klub. Czasem niepotrzebnie drybluje za długo piłką, a innym razem nie dostrzega kolegi, który stoi w korzystniejszej pozycji do strzału. Minusem jest też taktyka skierowana na niego. Nawet w Paris Saint-Germain się nauczyli po jednym sezonie, że gra pod Ibrahimovica nie jest najlepszym rozwiązaniem. W kolejnych latach system opierał się również na szybkości Lucasa Moury, na podaniach Javiera Pastore i wielu innych piłkarzach, tworząc potrzebną harmonię w składzie paryżan.
Brawo dla Kloppa, który mimo zaskakującej porażki z Hamburgiem zachował chłodny umysł, przygotowując i motywując swoich piłkarzy do wygrania z Petersburgiem. Reszta trenerów powinna zrobić kilka notatek, bo nie jest to na pewno ostatni raz, że jednym ruchem udało się znokautować cały zespół.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz