Jeszcze kilka lat temu Australia kojarzyła się z wiecznym latem, kangurami i piosenką Down Under. Nie możemy mówić o masywnym wzroście zainteresowania w piłkę nożną, ale na kontynencie sport ten znajduje coraz większą grupę zwolenników. Dzieje się tak głównie przez to, że reprezentacja Australii zakwalifikowała się do Mundialu trzeci raz z rzędu i przez europejskie gwiazdy, które przyjechały zarobić ostatnie miliony zanim skończą karierę, grając w jednym z australijskich klubów.
![]() |
| Hunter Stadium i jego słynne wzgórze. Spotkania piknikowe podczas meczu piłki nożnej |
Podróż po piłkarskiej A-League zaczynamy od Hunter Stadium. Stadion sportowy znajdujacy się w australijskim Newcastle dzielą ze sobą dwie drużyny. Newcastle Knights grają w rugby, a Newcastle Jets w piłkę nożną. Tutaj można znaleźć jeszcze pozostały relikt z amatorskich czasów, kiedy klub zaczął swoją działalność. Za bramkami nie znajdują się trybuny, lecz trawiaste wzgórza, na których kibice mogą sobie zafundować napoje alkoholowe, oglądając przy tym Emila Heskey, który znajduje się w drużynie gospodarzy.
Drugi przystanek to drużyna Western Sydney Wanderers. W tym klubie grają piłkarze tacy jak Shinji Ono, Jerome Polenz i Micheal Beauchamp - czyli gracze, o których w Polsce mało kto słyszał. Pomimo braku wielkich gwiazd i dużego budżetu udało im się zdobyć w zeszłym roku tytuł wicemistrza A-League. W bardziej znanym Sydney FC świeci umiejętnościami raczej tylko Alessandro Del Piero, będący pożądaniem łowcy autografów podczas derbów tego miasta.
Najpóźniej w Brisbane każdy zauważa, że dobra pogoda to standard na wybrzeżach Australii. Piłkarze i piłkarki tego klubu cieszą się dużą popularnością na kontynencie. Mecz Brisbane Roar vs Perth jest prawdziwą atrakcją, ale nie w piłce nożnej mężczyzn, lecz kobiet. Tak, tutaj one zdobywają więcej trofeów i mają na bramce najlepszą piłkarkę Europy - Nadine Angerer, która jednak chce przejść do jednego z amerykańskich klubów w następnym sezonie. Pech, ale atmosfera na meczach na pewno zostanie znakomita.
Czym byłaby podróż po piłkarskiej Australii bez odwiedzin w Melbourne, potajemnej stolicy. Tutaj swoją siedzibę ma klub Melbourne Victory, którzy wygrali dwa razy mistrzostwo w ciągu ośmiu sezonów. Ten klub stara się mocno zainfekować mieszkańców piłkarskim wirusem, zapraszając wielkie kluby na spotkania towarzyskie. Ostatnio grali z Liverpoolem przy widowni składającej się z 95 tysięcy kibiców, a przed tym m.in. z Juventusem.
Piłka nożna w Australii zmierza w dobrym kierunku. Nowe stadiony, szkółki piłkarskie i zdrowe decyzje zarządu to działania, które pokazują, że wybrali prawidłowy szlak i mam nadzieję, iż to nie jest tylko momentalne, lecz na dłuższą metę. Kto wie, może za kilka lat A-League będzie na równi z MLS.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz