Siedem goli w meczu pomiędzy Liverpoolem i Swansea City powinno być znakiem ostrzegawczym dla trenerów obu drużyn. Chociaż ekipa Brendana Rodgersa wygrało spotkanie 4:3, to musi jeszcze mocno popracować nad stabilnością defensywy, która trzy razy musiała poczuć gorycz straconej bramki.
W tym sezonie atak Liverpoolu wydaje się być nie do powstrzymania, lecz obrona wciąż szwankuje raz po raz, nie emanując pewnością w to, że mogą zakończyć mecz bez gola przeciwnika.
Już w zeszłej kolejce mecz z Fulham był dramatycznym spektaklem, w którym Steven Gerrard w końcówce przechylił wynik na stronę swojej drużyny, trafiając na 3:2. Strata dwóch bramek z klubem, który znajduje się na ostatnim miejscu w tabeli nie jest znakiem, że wszystko idzie według planów. Dochodzą do tego jeszcze czasami wręcz żałosne wpadki Kolo "Yolo" Toure, który pierw oddał słabym podaniem ważne punkty w ręce West Brom, a potem strzelił całkiem zabawnego samobója.
Co robi Brendon Rodgers źle? Zdecydowanym powodem słabej obrony jest ich lewy obrońca. Przeciwko łabędziom trener się zdecydował na Johnsona, wracający po kontuzji. Byłem ciekawy jak sobie poradzi z szybkim skrzydłowym Swansea - Nathanem Dyer. Tak jak się spodziewałem, nie mógł się dostosować do tempa 26-latka i co chwilę miał kłopot z zwodami szybkiego piłkarza. Lepszą opcją byłoby postawienie na Cissokho, który nie miałby problemu z pojedynkami na sprint. Zdziałałby pewnie też więcej w ofensywie.
Następny problem to zmieniający się środkowy obrońca. Skrtel jest pewniakiem w defensywie i na nim można polegać. Negatywnie na stabilność czwórki obrońców wpływa zmiana drugiego środkowego obrońcy. Raz gra Kolo Toure, a raz Daniel Agger. Przez to nie ma potrzebnego zgrania wśród asekurujących. Szczególnie widać to przy standardach. Wilfried Bony trafił przy jednym z nich, wyrównując na 2:2.
Ostatni powód, który zauważyłem to zbyt wiele ofensywnych pomocników. Jeden Gerrard nie powstrzyma ataków Swansea. Coutinho i Henderson mają za zadanie pomóc trójce napastników, stąd tak wiele akcji w ataku. W ten sposób piątka, a z kapitanem szóstka geniuszy rusza w stronę bramki gości, tworząc bardzo efektywne zagrania. Gorzej kiedy pomysł nie wypala i muszą zatrzymać kontrę faulem. Przez to narażają resztę zespołu na błyskawiczne akcje przeciwnika. Dopiero w momencie, kiedy Joe Allen zmienił Sterlinga gra Liverpoolu się ustabilizowała i nabrała zrównoważonych kształtów.
Bramka Hendersona w 74. minucie było odetchnieniem dla kibiców The Reds. Dzięki świetnym umiejętnościom swoich atakujących dali radę wybrnąć z trudnej sytuacji. Taktyka Rodgersa wygląda na coś w stylu: strzelić o jedną bramkę więcej od przeciwnika, co jak na razie się udaje. Zdarzają się jednak dni, w których napastnicy nie mogą znaleźć drogi do bramki przeciwnika i co wtedy?


