11 lutego 2014

pierwszy mecz

Pierwszy mecz przeżyty w stadionie, wśród tysięcy innych ludzi, których łączy miłość do tego samego klubu jest czymś specjalnym. Dokładnie pamiętam spotkanie w 2005 roku pomiędzy Herthą BSC i Schalke 04 - dwa kluby walczące w tamtym sezonie o miejsce kwalifikujące bezpośrednio do Ligi Mistrzów.

Na ten mecz pojechaliśmy ze względu na ojca, będącego od najmłodszych lat kibicem drużyny z Gelsenkirchen. Ja sam nie mogłem się doczekać kunsztów Brazylijczyka Marcelinho i tureckiego piłkarza Yildiraya Bastürk, atmosfery podczas zderzenia tak wielkich wtedy klubów oraz uczucia, towarzyszącego przy dopingu 74 tysięcy osób.
ekstrawaganckie fryzury, wspaniała technika, 65 goli w 155 meczach dla Herthy
Gospodarze objęli pierwszym strzałem na bramkę prowadzenie, po tym jak rozpoczęcie meczu musiało zostać przesunięte o 15 minut. Moment wyrównania nie zapomnę do reszty życia. Sand wykorzystuje nieporządek w szesnastce i strzela z łatwiej pozycji na 1:1, po czym całkowicie obcy mi mężczyzna przybija piąteczkę, natomiast drugą ręką obejmuje euforycznie mojego tatę - na tym polega piękno tego sportu. Połowa stadionu w jednej chwili wyskoczyła z siedzenia, wykrzykując jednocześnie całą radość i uspokojenie, a druga ucichła natychmiastowo, łapiąc się za głowę.
Mimo tego, że Hertha wygrała ostatecznie 4:1, wychodząc z Olympiastiadionu wciąż miałem gęsią skórkę i  dziwne, nieznajome uczucie w brzuchu, które mogę porównać do momentu zakochania tzw. motylków.

Wtedy moja przygoda z piłką nożną stawała się poważniejsza, a jeszcze barwniej spostrzegałem umiłowanie kibiców do tego sportu.

10 lutego 2014

kick-off

Cześć, mam na imię Joschka i witam na kibicem

Ten blog ma dokumentować i dzielić moją serdeczną miłość dla szczegółów dziejących się poza boiskiem, które sprawiły, że pokochałem grę w piłkę nożną.

Wyjątkowi zapaleńcy tego sportu, państwa, które się nim identyfikują, tradycje, historia i pasja tkwiąca w każdym zagorzałym kibicu. Wszystko to tworzy popularną, lecz niepowtarzalną kulturę, łączącą tysiące całkowicie obcych ludzi w jedność.
Ten skromny blog ma wykazać wkład piłki nożnej w kulturę, a również wkład kultury w piłkę nożną.

Tytuł ukazuje za kogo się wszyscy fanatycy tego sportu uważają. Płeć, wiek, wykształcenie nie mają znaczenia - wszyscy śmiało i szczerze nazywają siebie kibicem.
Czym byłby ten sport bez fanów? Mecze bez widowni, przyśpiewek, emocji - żadna drużyna nie chciałaby stracić swoich entuzjastów, bo przecież głównie dla nich grają. Klub nie tworzy tylko zarząd, skład trenerski i gracze. Tworzy go publiczność towarzysząca im na dobre i na złe, na każdym kroku, czekając na sukcesy i wspierając po porażkach.